poniedziałek, 17 września 2018

Ślimaczkiem przez Europę cz. 2


Zapraszam na kolejną część "Ślimaczkiem przez Europę". Kochani, zachęcam do komentowania. A moze Wy coś ostatnio ciekawego zwiedziliście. Zapraszam do dyskusji :)

Autor: Marcin Czerniak (procesor dźwięku Cochlear, Nucleus6)

Włochy to nie tylko Watykan, Kościoły oraz Bazyliki – Włochy to też zabytki architektury i kolebka kultury antycznej. 

W VII wieku naszej ery pewien mnich o imieniu Beda, zwanym Czcigodnym, wypowiedział proroctwo: “Finche’ esistera’ il Colosseo, esistera’ anche Roma, quando cadra’ il Colosseo, cadra’ anche Roma, quando cadra’ Roma, cadra’ anche il mondo” (dopóki istnieje Koloseum, istnieje też Rzym, kiedy upadnie Koloseum, upadnie Rzym, a kiedy upadnie Rzym, upadnie cały świat”). Ktoś może powiedzieć, że obecnie owalna ruina utrzymuje istnienie Rzymu. 

Być może i na chwilę obecną, świetność Koloseum (Colosseum) a właściwie Amfiteatr Flawiuszów (Amphitheatrum Flavium) minęła – ale uważam, że w dalszym ciągu, robi wrażenie – przynajmniej zrobiło to na mnie. 

Amfiteatr był ogromny. Jego dłuższa oś wynosi 187, 75 metrów, krótsza 155, 6 metrów, z kolei wysokość około 50 metrów. Obwód wynosi 524 metry, z kolei powierzchnia areny 3600 metrów kwadratowych. 

Średniowieczna nazwa “Koloseum” pochodzi prawdopodobnie od ludowej nazwy 35-metrowego kolosa – posągu Nerona, który stał przez wieki tuż obok amfiteatru. Konstrukcja Koloseum była mistrzowskim dziełem. Budowla miała owalny kształt dwu połączonych ze sobą teatrów greckich. Widzowie mieli dobry widok ze wszystkich miejsc. Koloseum składało się z areny, czyli drewnianej podłogi pokrytej kilkucentymetrową warstwą piasku (nazwa pochodzi od słowa łacińskiego harena czyli „piasek”. Była ona wyjątkowo duża (86 na 54 metrów) i doskonale widoczna z każdego miejsca amfiteatru. Arena przykrywała skomplikowaną podziemną strukturę nazywaną hypogeum (dosłownie „podziemie”). Niewiele do dzisiejszego dnia zachowało się z oryginalnej areny, jednak hypogeum jest wciąż widoczne. Konstrukcja składała się z dwóch poziomów, poprzeplatanych wieloma tunelami i przejściami. Tam też znajdowały się klatki, w których przetrzymywano gladiatorów oraz zwierzęta, które następnie wypuszczano na arenę specjalnymi wyjściami. Istniały także specjalne platformy (hegmata), które umożliwiały wywiezienie większych zwierząt (np. słonie) na arenę. Całe hypogeum przepełnione było wieloma mechanizmami, które umożliwiały transport klatek na poziom gruntu lub nawet błyskawiczne zalanie areny wodą, którą sprowadzono pobliskim akweduktem. 

Dla mnie już samo toczenie bitew morskich na arenie Koloseum jest inżynieryjnym dziełem geniuszu. Jak napełnić i jak zabezpieczyć scenę by woda się nie wylewała? Dla wyobrażenia sobie tego – zerknijcie na rysunek.





       Jak podają różne źródła – Kolosseum mogło pomieścić od 50-80 tys. ludzi (mamy tu na myśli miejsca zarówno siedzące jak i stojące). Do Koloseum prowadziło 80 bram – każda ponumerowana – umożliwiające bardzo szybkie wejście lub opuszczenie amfiteatru przez widzów. Dla mnie już takie liczby robią wrażenie – oznacza to, że każda z bramek mogła obsłużyć 1000 ludzi. Samo zbudowanie tego „centrum rozrywki” bez użycia komputera, za pomocą ludzkich mięśni w ciągu 8 lat – robi na mnie imponujące wrażenie. A na Was?


Ślimaczek w Colloseum





Koloseum do dzisiaj jest dumą Rzymu i wzbudza zachwyt każdego, kto przyjeżdża do Wiecznego Miasta. Jest usytuowane w samym sercu stolicy, w otoczeniu wielu zabytków, m. in. Forum Romanum i parku Oppio, gdzie można odpocząć kryjąc się w cieniu drzew.

Skoro mowa już o Forum Romanum – zapraszam dalej. 

Forum Romanum dosłownie znaczy „rynek rzymski” lub Forum Magnum (czyli Wielkim). Był to najstarszy plac w Rzymie, u stóp Kapitolu i Palatynu, który stanowiło centrum polityczne i towarzyskie Rzymu okresu republiki.

Choć najstarszy plac miejski w Wiecznym Mieście jest wizytówką Rzymu, jedną z ikon europejskiej kultury … to docierając na miejsce możemy odnieść wrażenie, że jest kupą dość chaotycznie rozrzuconych kamieni. W rzeczywiści mało elementów, które tutaj się znajdują, można rozpoznać „na pierwszy rzut oka” – jest to kłopotliwe nawet dla osób interesujących się starożytnością. Powodów tego jest kilka, ale najważniejsze z nich to fakt, że Rzym „starożytny” leżał kilkanaście metrów pod poziomem gruntu, na którym wznosi się współczesna stolica Włoch. To jednak słuchając przewodnika i zerkając na przygotowane wizualizacje jak to było kiedyś. Zamykając oczy i uruchamiając swoją wyobraźnię – ujrzymy jak to miejsce żyło pełnią życia. Mównica na której senator wygłaszał swoje tezy, Łuku Tytusa - najstarszy łuk triumfalny w Rzymie. Został zbudowany by uczcić wojenne sukcesy. Świątynia Wenus i Romy – świątyń wybudowanych zanim pojawiło się chrześcijaństwo a, której ruiny przetrwały do dziś. I choć nie zostało dużo z tej świetności to nawet resztki kultury zrobiły na mnie wrażenie – bo ukazało jak potężna była kultura na której wyrósł nasz europejski świat. 


Ślimaczek na Forum Romanum 





Skoro mowa o Bogach Rzymskich – skierujmy swe oczy ku Panteonowi. 


Panteon to majestatyczna świątynia i zarazem jeden z najlepiej zachowanych zabytków starożytności w Europie. Ta potężna konstrukcja wzięła swą nazwę od greckich słów pan – wszystko i theoi – bogowie i została wzniesiona właśnie ku czci najważniejszych rzymskich bóstw. Na początku VII wieku została zaadoptowana na kościół chrześcijański Santa Maria ad Martyres – Najświętszej Marii od Męczenników.



Ślimaczek przed Panteonem

Jesteśmy jak fontanna, potrafimy trysnąć ale nie wodą, tylko szczęściem.

Fontanny są niemal na każdym rogu Rzymskich ulic, niemal na każdej ulicy i placu. Jednej są mniejsze inne większe. Jedne znane inne mniej.


Fontana del Pantheon (Fontanna Panteonu, zwana także Fontanną z Obeliskiem lub Fontanną na Piazza della Rotonda) – barokowa fontanna dłuta Leonarda Sormani, zlokalizowana na Piazza della Rotonda w Rzymie, naprzeciwko wejścia do rzymskiego Panteonu


W północnej części placu Piazza Navona zlokalizowano fontannę Neptuna (fontana del Nettuno) z grupą morskich nimf. Fontannę zaprojektował Giacomo della Porta w XVI



Na środku Piazza Navona znajduje się jedna z najbardziej znanych, olbrzymich fontann rzymskich – Fontanna Czterech Rzek (Fontana dei Quattro Fiumi). Stworzona została przez Gianlorenzo Berniniego w połowie XVII wieku na zlecenie papieża Inocentego X. Symbolicznie wyrażone zostały następujące rzeki: Dunaj, Ganges, Nil oraz Rio de la Plata. Symbolizują one cztery kontynenty: Europę, Azję, Afrykę i Amerykę. W fontannę wkomponowany jest obelisk, który wcześniej znajdował się w cyrku Maksencjusza przy via Apia.






Fontanna di Trevi - Monumentalna fontanna wpasowana w fasadę budynku mieści się na malutkim Piazza di Trevi. Ma 26 metrów wysokości i 49 metrów szerokości. Na dobę zużywa 80 tysięcy m³ wody. Według legendy, nazwa wiąże się z imieniem dziewczyny, która w tym miejscu znalazła źródło wody. W centralnej części fontanny znajduje się Neptun i dwa Trytony, prowadzące konie. Woda wytryskująca z wielu miejsc w fontannie, wpada do jednego zbiornika, symbolizującego morze. 




                        -Chciałabym zobaczyć Fontannę di Tervi - powiedziała.
                        -Tu są fontanny na każdym kroku - burknął Leo.
                         -Albo Schody Hiszpańskie.
                       -Przyjechałaś do Włoch, żeby zobaczyć hiszpańskie schody? To tak, jakbyś pojechała                            do Chin, żeby skosztować meksykańskiego żarcia, nie?
                        -Jesteś beznadziejny - stwierdziła Hazel.  

Rick Riordan (z książki Znak Ateny)




Jeśli doszliście do końca zapraszam Was do konkursu „ Ślimaczkiem przez Europę”, 
KONKURS NR 1: „ Procesor w oczach najmłodszych”. 
Zadaniem najmłodszych użytkowników procesorów marki Cochlear jest pokazanie w dowolnej formie (rysunek, wyklejanka, plastelina, itd.) jak widzicie swoje procesory albo jak chcecie żeby wyglądały. Oraz napisanie, kilku słów o nich

Wykonane prace należy sfotografować i w postaci elektronicznej czyli zdjęcia wysłać na adres meilowy: konkurs-slimaczek@o2.pl w terminie od 18.09.2018 do 02.10.2018 do godziny 23:59. Najlepsze 3 prace nagrodzimy !!!.

Zapraszaym do konkursu i do zajrzenia na bloga już za tydzień. Szykujemy kolejne niespodzianki !!!






wtorek, 11 września 2018

Ślimaczkiem przez Europę cz.1

Kochani,
       U nas rehabilitacja trwa. 08 sierpnia Ania usłyszała pierwszy dźwięk. Było to ichaaa :D DLa nas to już sukces. Resztę dźwięków to "echo" (jak to ona opisuje). Ale dzisiaj nie o tym.

       Kolejne kilka wpisów nie będzie dotyczyć mojej Ani. Pewnie zastanawiacie się kogo lub czego.
Hmmm...jeszcze chwilę potrzymam Was w niepewności i powoli wprowadzę Was w temat. 
Celem prowadzenia bloga było przekazanie wszystkim, że posiadanie implantu w niczym nie ogranicza. Osoba implantowana może korzystać z basenu, podróżować, udzielać się towarzysko, pracować czyli prowadzić normalne życie jak każdy inny zdrowy człowiek.
Marcin (bo to o nim będzie mowa), posiada jeden implant . Opowie, w bardzo ciekawy sposób, jak spędził pierwszy urlop, za granicą. Jak przygotowywał się do niego, jakie akcesoria zabrał, żeby uatrakcyjnić sobie wyjazd. I co zwiedził.
Będzie długo, ale warto przeczytać do końca.
Zapraszam na pierwszą część z cyklu "Ślimaczkiem przez Europę"

Autor: Marcin Czerniak (procesor dźwięku Cochlear, Nucleus6)



Słowem wstępu
Jestem osobą z głębokim obustronnym niedosłuchem. Jakiś czas żyłem z dwoma aparatami. Pod koniec 2008 roku wszczepiono mi implant i choć w aparatach żyło się dobrze, to jednak implant znacznie podniósł poziom mojego życia. Choć nadal jestem głuchy – to jednak dzięki tej protezie słuchowej słyszę lepiej, funkcjonuję i na pierwszy rzut oka nie odbiegam od innych.
Księga Koheleta głosi: Jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem. Czas płaczu, czas zawodzenia i czas pląsów” jest to cytat usłyszany w filmie Footloose. Oryginalna treść jest troszkę rozszerzona. Wydaje mi się, że po czasie zawodzenia – czasie płaczu, który jest obecny podczas diagnozy – Pan/Pani, Wasze dziecko jest głuche. Następuje czas pląsów – czas radosnego obcowania z ludźmi z dźwiękiem. Po rehabilitacji i zysku z implantu – jak w moim przypadku zaczynamy żyć i korzystać z dobrodziejstw protezy. Całkiem przypadkowo wpisem na Facebooku
https://www.facebook.com/groups/niedosluchudzieci/permalink/1295682787235213/ dałem Wam drodzy czytelnicy do zrozumienia, że można słyszeć – dobrze słyszeć w implancie. Niestety nie jest to droga usłana różami. Droga wyboista, wymagająca poświęceń, zaciśnięcia zębów. Jednak jej efekt jest wart osiągnięcia celu – dobrze zrehabilitowanej, słyszącej istoty. To był czas pracy. Doszedłem też do wniosku, że nie tylko szukacie informacji o wykorzystaniu implantu, rehabilitacji, dostosowania go do życia i szkoły. Poszukujecie też informacji, która doda wam otuchy i pozwoli zrelaksować czytając o implancie – o normalnym życiu z implantem. Czyli czas relaksu po zebraniu owoców pracy.
Chciałbym tym artykułem zrelaksować Was, zaciekawić światem, zakończyć wakacje – jak to bywa w szkole wypracowaniem. Zachęcam Was do czytania i zaglądania.


Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu … lub jak kto woli do Włoch ;)


Każdy człowiek, nawet ja „ślimaczek”, potrzebuję urlopu. W tym roku nadarzyła się okazja wyjazdu za granicę. O ile przebywanie w swoim domu, mieście rodzinnym lub we własnym kraju nie przysparza tyle problemów – bo przecież bateryjki i osuszacz, a w razie awarii procesora, wszystko mamy pod ręką – w tym telefon do serwisu. O tyle w obcym Państwie już nie bardzo. Szykując się do wyjazdu zastanawiałem się, czy czasem nie powinienem brać osobnej walizki poświęconej tylko gadżetom i częściom zamiennym do procesora.

     Zdecydowałem się na ładowarkę i akumulatorki. Dodatkowe akcesoria – aqua+, mini mikrofon i klips telefoniczny. Dla spokojności ducha osuszacz, bateryjki, rożek i linkę zabezpieczającą przed zgubieniem. Z rozmów z kolegami wiem, że część z Was zamiast osuszacza elektrycznego korzysta z tabletek. Dobre i to – ważne jest osuszanie. Inny klimat, wilgotność, pot – to wszystko wpływa na żywotność naszych procesorów. Akumulatorki zaś potrzebne są nam do aqua+, gdyż tylko w nich możemy zażywać kąpieli. Baterie niestety potrzebują powietrza, a pod powłoką aqua+ go nie znajdą. Linka zabezpieczająca lub opaska pomogą nam zabezpieczyć procesor przed większą falą i strąceniem go. Mini mikrofon możemy wykorzystać do lepszego słyszenia przewodnika. Jeśli przewodnik pozwoli nam go przypiąć do swojej bluzki, mamy słyszalność w swoim implancie, uważam że, dzięki temu, możemy poprawić sobie słyszalność o lokalnych atrakcjach turystycznych. Klips telefoniczny dobrze sparowany z telefonem, umili nam czas spędzony w autokarze pomiędzy kolejnymi atrakcjami turystycznymi – słuchając ulubionej muzyki.

Tak przygotowani możemy zacząć podróż.

Italio! O, Italio! Ty, która posiadasz śmiertelny dar piękna!
Autor: George Gordon Byron

Zacznijmy naszą podróż od jednego z dwóch Państw leżących w granicach naszej Italii (Włoch). Udajmy się do Watykanu. W kierunku Placu Świętego Piotra, wejdziemy prowadzącą do niego aleją via della Conciliazione (drogą Pojednania), upamiętniającą Traktat Laterański z 1929 r. (grupa trzech traktatów wyodrębniających politycznie i terytorialnie państwo Watykan, uznających jego niezależność i niepodległość).

Centralne miejsce placu św. Piotra zajmuje jeden z trzynastu egipskich obelisków w Rzymie, zdobiący dawniej cyrk Nerona. Wraz z podstawą i krzyżem obelisk mierzy 39,81 m wysokości. Wedle tradycji był świadkiem męczeńskiej śmierci św. Piotra i innych chrześcijan. Został sprowadzony do Rzymu na rozkaz cesarza Kaliguli w 37 roku z egipskiego Heliopolis i ustawiony na środku cyrku Kaliguli-Nerona. Jest wykonany z jednego bloku granitu, pełni funkcję gnomu zegara słonecznego i jednocześnie róży wiatrów. Bernini przy projektowaniu placu wykorzystał obelisk jako punkt wskazujący środek owalu. Obelisk został ozdobiony przez Berniniego otaczającą go fontanną. Zresztą na placu symetryczne ustawiono jeszcze dwie fontanny. Jedna z nich, znajdująca się po prawej stronie placu, jest dziełem Maderny, a druga jest jej wierną kopią (dzieło Fontany).  

Na placu znajduje się też wkomponowana w chodnik marmurowa płyta z herbem Jana Pawła II oraz datą 13 maja 1981 roku. Została ona umieszczona w miejscu, gdzie doszło do zamachu na papieża, do którego strzelał turecki terrorysta Mehmet Ali Ağca.  

Po obu stronach bazyliki postawiono posągi przedstawiające Świętego Piotra i Świętego Pawła. Same schody po których wejdziemy do bazyliki zostały wykonane przez Berniniego (włoski rzeźbiarz i architekt, jeden z najwybitniejszych artystów baroku).




Pierwsza bazylika Apostoła Szymona Piotra została wzniesiona w pierwszej połowie IV wieku n.e. na polecenie cesarza Konstantyna Wielkiego. Podłoże, na którym powstała – sztuczna półka uformowana z zasypanej nekropolii i częściowo wycięta w zboczu wzgórza watykańskiego – nie było jednak dostatecznie stabilne na całej zajmowanej przez bazylikę powierzchni. Z tego głownie powodu świątynia wymagała w ciągu wieków częstych remontów. Pod koniec XV wieku stan jej fundamentów i elementów nośnych był już krytyczny. Trzeba było jednak czekać, aż do pierwszych lat XVI wieku, by ujrzeć odwagę papieża Juliusza II della Rovere, który wbrew przesądom i religijnej trwodze, postanowił radykalnie zmienić sytuację tej szacownej budowli. On to w 1506 roku nakazał zburzyć do połowy starą bazylikę i rozpocząć wznoszenie nowej świątyni, godnej powagi Księcia Apostołów. Prace budowlane trwały łącznie 120 lat i pochłonęły ogrom sił i środków materialnych jakie mógł zgromadzić ówczesny Kościół Katolicki. Ich wynikiem była ogromna, przez całe wieki największa na Ziemi, świątynia chrześcijańska, która olśniewa bogactwem zdobień, ilością i jakością dzieł sztuki oraz mnogością relikwii świętych Kościoła.  


Skoro mówimy o dziełach sztuki zgromadzonych w Bazylice św. Piotra warto wspomnieć o rzeźbie w marmurze autorstwa Michała Anioła - „Pieta watykańska”. Przez wielu znawców uważana za jego najdoskonalsze dzieło. Przez samego autora prawdopodobnie także była wysoko ceniona, ponieważ jest to jedyna praca, którą sygnował własnym nazwiskiem (podpis widnieje na szarfie przepasającej postać Matki Boskiej). Pieta powstała w latach 1498-1500 w Rzymie na zamówienie francuskiego kardynała Jeana Bilheresa de Lagraulasa. W całości wykonana z marmuru, mierzy 174 cm.  

Michał Anioł oprócz „Piety Watykańskiej” zaprojektował także kopułę bazyliki wewnątrz świątyni. Zaś wykonany z brązu barokowy baldachim zaprojektowany został przez Berniniego. Brąz do wykonania konfesji św. Piotra pochodzi z belkowania przedsionka rzymskiego Panteonu. Baldachim znajduje się nad głównym ołtarzem, zwanym papieskim. Jeszcze niżej znajduje się krypta z grobem Świętego Piotra.

Watykan to nie tylko Bazylika, to nie tylko grób św. Piotra, to także ogromne zbiory muzealne zgromadzone w Muzeum Watykańskim. My Polacy też mamy tam swoje miejsce - W Sali Sobieskiego eksponowany jest obraz Jana Matejki przedstawiający Jana III Sobieskiego po zwycięstwie pod Wiedniem. Na obrazie król podaje list z wiadomością o pokonaniu Turków księdzu, który przekazuje go wraz ze zdobytym sztandarem papieżowi. Obraz został podarowany przez Jana Matejkę papieżowi Leonowi XIII z okazji obchodów 200. rocznicy stoczenia zwycięskiej bitwy. To nie jedyny ślad polskości w Watykanie – jest ich więcej.  

Na mnie osobiście duże wrażenie zrobiły rzeźby. Ich szczegółowość wykonania, detale. Na posągach widać każde naprężenie mięśnia, dokładną budowę ciała. W każdej pracy widać umiar i symetrię. Mimo ekspresyjnych linii widoczny jest porządek i równowaga.




Ślimaczek na Placu św. Piotra

Zamek Świętego Anioła (Castel Sant’Angelo) lub inaczej Mauzoleum Hadriana jest najbardziej charakterystyczną budowlą na nabrzeżach Tybru. Dzisiejsza twierdza była w swej pierwotnej wersji monumentalnym mauzoleum – grobowcem cesarza Hadriana i jego następców. Wzniesiono go w latach 123-139 r. n.e. Podstawę mauzoleum tworzył kwadrat o boku długim na 89 metrów, na którym osadzono cylindryczną budowlę o średnicy 64 m.

W średniowieczu grobowiec cesarski zamieniono w fortecę, która przez setki lat pozostawała najpotężniejszym punktem obronnym Rzymu. Ten kto posiadał klucze do zamku był faktycznym władcą miasta. 

W czasach renesansu, w dolnej części budowli mieściły się więzienia i pomieszczenia gospodarcze, a w górnej luksusowy apartament papieski oraz archiwum i skarbiec Państwa Kościelnego
Od IX wieku Zamek Anioła jest  połączony z Watykanem murem obronnym, mającym chronić bazylikę i całą dzielnicę Borgo Vaticano. W 1277 roku powstał w nim ukryty korytarz (passetto), który zapewniał papieżom możliwość ucieczki do fortecy.
Zamek Anioła jest zwieńczony barokową figurą archanioła Michała – dowódcy wojska bożego i wykonawcy boskich wyroków – jest to nawiązanie do legendarnej wizji papieża Grzegorza I Wielkiego (590 – 604). Gdy zaraza pustoszyła miasto, papież podczas procesji pokutnej miał zobaczyć nad Mauzoleum Hadriana postać archanioła Michała, który na znak wysłuchania próśb i ustania gniewu Bożego schował swój miecz do pochwy.



Ślimaczek na moście św. Anioła z widokiem na Zamek św. Anioła  

Ślimaczek przy rzeźbie antycznej w Bazylika św. Jana na Lateranie



Skoro doszliście do końca. To serdecznie zapraszam, na kolejne części. Będzie coraz ciekawiej :)

czwartek, 6 września 2018

Pierwsza aktywacja nowego ucha

Z dużym opóźnieniem,ale jestem. Wybaczcie mi proszę, ale nie wyrabiam na zakrętach. Dom- rehabilitacja, rehabilitacja- dom, aaa przepraszam...jeszcze szkoły dzieci 😫. Boszzze, co to by było jak bym wróciła do pracy 😨 Dla mnie już doba jest za krótka...
Kiedyś przeczytałam fajny tekst na necie "Gdyby mój portfel, tak szybko się zapełniał, jak zapełnia się mój kosz brudnymi ubraniami, to bym była milionerką". 😂 No u nas to jakaś masakra, w tygodniu to potrafię z 10 pralek wstawić. Już czasami mam wrażenie, że tylko piorę i prasuje, a moje dzieci wyciągają z szafy i od razu wkładają do kosza na pranie 😕 Dobra, ale nie o tym...

29 sierpnia kolejna wizyta w Łodzi. Czekaliśmy na nią z utęsknieniem. Nie wiem kto bardziej się nie mógł doczekać, Ja czy Ania 😀 Jak to by było cudownie jak by ta Łódź była bliżej...teraz będziemy częstymi bywalcami, bo będziemy jeździć co miesiąc na ustawienie naszego procusia. Nasz Nucleus7 już nie jest tylko w pudełku, ale pięknie błyszczy swoja bielą na uchu Ani 😁
No więc, nasza wizyta przewidziana była na 11.00 .Pani Doktor z  Panią Inżynier przyjęły nas punktualnie.
                       Pierwsza aktywacja, pierwsze podłączenie i...brak reakcji. Kolejne i kolejne ... cisza. Aż w końcu......................................................jeeeeeest. 

Coś dociera do mózgu. Matka (czyli ja😜) w środku, aż drżę. To były jedne z dłuższych minut w moim życiu, ale warto było. Ania nie podzielała mojego entuzjazmu, bo pomimo że, tłumaczyłam jej że od razu nie będzie słyszeć, to jednak porównywała te dźwięki z dźwiękami w drugim uchu. Hmm...dźwięki to za dużo powiedziane. Ania porównuje to do echa. I słyszy je tylko wtedy, kiedy ściągnie "stary procesor". Pani inżynier kazała uzbroić nam się w cierpliwość i ćwiczyć. Wszystko przyjdzie z czasem, bo przecież mózg musi nauczyć się słyszeć, w końcu nie słyszał przez 13 lat. Wizyta trwała prawie dwie godziny. Pani inżynier również sparowała nam procesor z minimikrofonem żeby wspomógł rehabilitację.

Kochani, nie mam zdjęć z ustawień, bo po prostu, tam były takie emocje, że z tego wszystkiego zapomniałam je zrobić.😂. Ale staram się Wam to zobrazować najlepiej jak potrafię.😀😀

Dobra, wracam do tematu. Więc Zaczęła nam się intensywna rehabilitacja na nowe uszko. W pierwszym dniu, tego echa nie było za dużo. Przeważnie były to niskie dźwięki typu bębenek, stukanie czymkolwiek o coś twardego a nawet głos mojego męża. Dzisiaj Ania już słyszy echo mojego głosu czy płaczu młodszej siostry. I to jest niesamowite, że z dnia na dzień, tych dźwięków przybywa. W poniedziałek byliśmy pierwszy raz u Pani Neurologopedy, która zajmuje się tylko osobami po wszczepie implantu i powiedziała, że jest w szoku, że Ania tak szybko zaczęła reagować.  Nawet reaguje na swoje imię wypowiadane normalnie, a nie podniesionym głosem, Nawet niektóre dźwięki rozpoznaje na obrazku. Na początku października kolejne ustawienia. Trzymajcie kciuki żebyśmy mieli się czym pochwalić Pani inżynier. 
Dziękuję za uwagę i zapraszam do zaglądania do nas. Pozdrawiam wszystkich czytających 😘

piątek, 20 lipca 2018

Nowe ucho

Kochani!
Już jesteśmy po 😀 Ania ma już implant 😍 Ale po kolei...

        17 lipca stawiliśmy się na godzinę 8.00 do ICMP w Łodzi.  Przyjęcie w miarę szybko i sprawnie poszło i dostaliśmy nasz apartament z łazienką 😂. Z czystym sumieniem nazywam go apartamentem, bo w żadnym szpitalu nie mieliśmy tak dobrych warunków. Pobranie krwi oraz badanie zaburzenia błędnika. Oczywiście wszystko wyszło super.
         Na następny dzień od samego rana już były przygotowania. Przed 8.00 już Profesor narysował linię do której głowa ma być ogolona. Następnie "fryzjer" 😂.

        Co prawda nowa fryzura nie za bardzo Ani się podoba, ale dla mnie wygląda super  😀. Czas do operacji trochę się dłużył, ponieważ przed Anią operowany był malutki 14-miesięczny Hubercik, który jak się później okazało jest z naszych stron 😂. Musieliśmy zająć Ani czas, żeby za bardzo nie myślała o tym. Więc świetlica była nasza. 


Wyjazd na blog operacyjny był troszeczkę ze strachem w oczach, ale jednocześnie z uśmiechem na twarzy. Ania była bardzo dzielna i pomimo, że się denerwowała, to w ogóle nie pokazała tego po sobie. Jestem z niej bardzo dumna 😍 Moja mała wojowniczka...


     Oczekiwanie było wykańczające. Pomimo że wiedziałam że Ania jest w dobrych rękach, to jednak strach o nią mnie nie opuszczał. Nie mogłam się już doczekać, kiedy już będzie z nami i kiedy będzie już po wszystkim. Na sale przyjechała przed 16.00. Do końca dnia i całą nockę przespała z małymi przerwami na zdania "nie budź mnie" "daj mi spać" 😂 



        Rano zmiana opatrunku - niezbyt przyjemne 😣, ale do przeżycia. Na początku było mało śmiechu i chęci do żartów, ale jak po południu odwiedziła ją koleżanka, tak całkowicie moja Ania wróciła do żywych. Wrócił uśmiech, chęci do życia, żarty. Raptownie minęły zawroty głowy i jakiekolwiek boleści 😁😂

       Resztę dnia minęła szybko. Myślami byliśmy już w domu. Pomimo że było nam tam bardzo dobrze, pielęgniarki przecudowne, które chętnie służyły pomocą, lekarze rewelacyjni, otwarci na rozmowy to jednak najszybciej zdrowieje się w domu.


         No i nadszedł piątek. Zmiana opatrunku, decyzja o wyjściu do domu, wyjęcie wenflonu, wypis i w drogę. Pogoda piękna, wręcz delikatnie za gorąco. 4 godziny podróży. Trochę męcząca, ale już jesteśmy w domu. Opatrunek z głowy ściągnięty, Ania spędza czas ze starszą siostrą. 


       Oczywiście nasz procesor jest z firmy Cochlear. Nucleus 7 jest już z nami w domu. Jest śliczny, malutki, zgrabniutki.😍 Już nie możemy się doczekać jak będzie na głowie Ani. Ale to dopiero pod koniec sierpnia. A póki co to możemy oglądać go tylko w pudełeczku. 
Marzenia się spełniają...tylko mocno, mocno w nie wierz!









wtorek, 10 lipca 2018

Przygotowania

Witajcie,
Nie mam weny dzisiaj do pisania, ale stwierdziłam, mimo ogromnego bólu głowy, że muszę z Wami się czymś podzielić.
Bardzo długo, bo aż 12 lat, zastanawialiśmy się nad drugim implantem dla Ani, na początku byliśmy na nie, potem, jak już byliśmy na tak, to kilku lekarzy, co stanęli na naszej drodze byli na nie, ale trafiła się jedna dobra duszyczka, która zajęła się nami rewelacyjnie i zamierza podjąć się operacji. Od jakiegoś czasu znamy datę operacji. Nie zdradzimy jeszcze który to dzień, aby nie zapeszyć ;) Nie, nie jesteśmy przesądni ;) , ale w takich sytuacjach dmuchamy na zimne, zwłaszcza, że ostatnio Ania miała zapalenie ucha i musiała przyjąć antybiotyk.
Zaczęliśmy się już przygotowywać do tego dnia. Poza zakupami potrzebnymi do szpitala, odwiedziłyśmy również fryzjera. Ania postanowiła ściąć włosy i przekazać je na szczytny cel Fundację Rak'n'roll.



No i ciach... :D

Łezka w oku Ani się zakręciła, ale była to świadoma decyzja. Nowa Ania wróci do szkoły z nową fryzurą i nowym uchem :)
`

Po tylu latach zapuszczania, na głowie zrobiło się lżej :D Mam nadzieję, że Wam się podoba ;) Ania jest zadowolona z efektu. Teraz pod tą czupryną nawet procesora nie widać. Trzymajcie kciuki za Anię. Damy znać jak już będziemy po.

A tutaj włoski czekają na wysłanie do fundacji.


Pozdrawiamy Was serdecznie i do następnego...


Powitanie

Ślimaczkiem przez Europę cz. 2

Zapraszam na kolejną część "Ślimaczkiem przez Europę". Kochani, zachęcam do komentowania. A moze Wy coś ostatnio ciekawego zwied...